Gemini wszędzie — Google kopiuje błąd Microsoftu z Copilotem
- Google w ciągu ostatnich miesięcy znacząco przyspieszył wdrażanie Gemini we wszystkich usługach Workspace, w tym w Gmailu i Dysku.
- The Verge porównuje tę strategię do kontrowersyjnego rolloutu Copilota przez Microsoft, który wielu użytkowników uznało za natrętny.
- Ikona Gemini pojawia się w coraz większej liczbie miejsc w interfejsach Google, niezależnie od tego, czy użytkownik tego chce.
Gemini zalewa Workspace szybciej niż ktokolwiek się spodziewał
The Verge alarmuje: Google w ostatnich miesiącach wyraźnie przyspieszył ekspansję Gemini we wszystkich produktach Workspace i zaczyna to przypominać historię, którą już znamy — tę z Microsoftem i Copilotem.
Błyszcząca ikona Gemini pojawiła się najpierw tu i tam — w Gmailu, na Dysku, w Dokumentach. Na początku łatwo ją było zignorować. Jeden przycisk w rogu interfejsu, którego nie trzeba klikać. Przez jakiś czas dawało się żyć.
Teraz jest inaczej. Gemini się rozlewa — to słowo użyte przez The Verge — i zajmuje coraz więcej przestrzeni w produktach, z których miliony ludzi korzystają codziennie do pracy.
Czy Google właśnie popełnia błąd Microsoftu?
Microsoft wrzucił Copilota do Windows, Office’a i Edge’a z taką energią, że spora część użytkowników poczuła się zasypana funkcją, której nie zamawiała. Fora przepełniły się pytaniami o to, jak go wyłączyć. Część firm IT zaczęła blokować go na poziomie polityk grupowych.
Google idzie podobną ścieżką. Gemini nie pyta o pozwolenie — po prostu się pojawia. Strategia „wepchnij wszędzie i niech użytkownicy się przyzwyczają” zadziałała przy wyszukiwarce, ale asystent AI to nie pasek wyszukiwania.
Różnica między oboma firmami jest jednak jedna: Microsoft miał Copilota jako oddzielny produkt i dopiero go wszył w system. Google od początku projektuje Gemini jako warstwę rozłożoną na całym ekosystemie. To może być atut albo właśnie źródło problemu — zależy, po której stronie stoisz jako użytkownik.
Cztery aplikacje, jedna ikona, zero zgody
Gemini pojawia się aktywnie w:
- Gmailu — sugestie odpowiedzi, streszczenia wątków, asystent pisania
- Dysku Google — przeszukiwanie i streszczanie dokumentów
- Dokumentach — pisanie, edycja, korekta z pomocą AI
- Meet i Chat — notatki ze spotkań, podsumowania rozmów
Każda z tych funkcji z osobna ma sens. Problem pojawia się, gdy nie możesz odpalić prostego edytora tekstu bez natykania się na błyszczącą ikonę co kilka sekund ekranu.
To nie jest przypadek — to strategia
Google potrzebuje, żeby Gemini stał się nawykiem, nie opcją. Samo istnienie modelu w chmurze nic nie daje, jeśli użytkownicy go nie dotykają. Dlatego ekspansja jest agresywna — im więcej punktów styku, tym większa szansa, że ktoś kliknie.
Z perspektywy produktowej to podręcznikowy growth hack. Z perspektywy użytkownika, który chce spokojnie napisać maila — mniej. Badania zachowań użytkowników konsekwentnie pokazują, że niechciane funkcje AI obniżają zaufanie do produktu nawet wtedy, gdy sama funkcja działa dobrze.
Microsoft odczuł to na własnej skórze, gdy wskaźniki zadowolenia z Windows 11 spadły po kolejnych falach integracji Copilota. Google zna te dane — pracują w tej samej branży.
Czy użytkownicy mogą to wyłączyć?
Teoretycznie tak, przynajmniej częściowo. Administratorzy Google Workspace mają dostęp do ustawień, które pozwalają ograniczyć widoczność funkcji Gemini w organizacji. Dla zwykłych użytkowników indywidualnych opcji jest znacznie mniej.
The Verge nie podaje konkretnych liczb dotyczących adopcji Gemini w Workspace, ale sam fakt, że redakcja jednego z najważniejszych serwisów technologicznych na świecie poświęca temu oddzielny tekst, mówi sporo o skali irytacji.
Google I/O 2025 przyniesie zapewne kolejną falę ogłoszeń o integracji Gemini. Pytanie, które zostaje otwarte: ile punktów styku dzieli „pomocny asystent” od „spam AI w każdej zakładce”?”, “coverImageAlt”: “Ilustracja przedstawiająca ikonę Gemini pojawiającą się w wielu aplikacjach Google jednocześnie”, “toolSlug”: “gemini