OpenAI chce podatku od robotów i 4-dniowego tygodnia pracy
- OpenAI zaproponowało wprowadzenie podatków od zysków generowanych przez systemy AI oraz stworzenie publicznych funduszy majątkowych finansowanych z tych wpływów.
- Firma wskazuje czterodniowy tydzień pracy jako jeden z mechanizmów łagodzenia skutków automatyzacji rynku pracy.
- Propozycja pojawia się w momencie, gdy rządy na całym świecie aktywnie debatują nad regulacjami dotyczącymi ekonomicznych skutków wdrażania sztucznej inteligencji.
OpenAI opublikowało dokument polityczny postulujący opodatkowanie zysków z AI, budowę publicznych funduszy majątkowych i wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy — czyli de facto wzywa do redystrybucji pieniędzy, które samo zamierza zarabiać.
Podatek od robotów według twórców robotów
Propozycja OpenAI zakłada nałożenie specjalnych podatków na zyski generowane przez systemy AI, a zebrane środki miałyby zasilić publiczne fundusze majątkowe. Te z kolei służyłyby finansowaniu rozszerzonych siatek bezpieczeństwa socjalnego dla osób, które automatyzacja wyrzuci z rynku pracy. To klasyczny model redystrybucji — tyle że zaproponowany przez firmę, której wycena przekroczyła 300 miliardów dolarów i która aktywnie sprzedaje narzędzia do automatyzacji pracy.
Ironia jest tu czytelna. OpenAI zarabia na tym, że firmy zastępują ludzi algorytmami, a teraz proponuje, żeby te same firmy płaciły za utrzymanie zwolnionych pracowników. Mechanizm elegancki w teorii, diabeł tkwi w liczbach — dokument nie precyzuje stawek podatkowych ani struktury funduszy.
Czterodniowy tydzień pracy jako poduszka bezpieczeństwa
Czterodziowy tydzień pracy pojawia się w propozycji jako narzędzie rozłożenia dostępnej pracy na więcej osób — klasyczny argument z ekonomii lat 30. XX wieku, odświeżony na potrzeby ery LLM-ów. Gdyby każdy pracował mniej, automatyzacja nie musiałaby oznaczać masowego bezrobocia, tylko masowego wolnego czasu.
Badania pilotażowe z Islandii (2015–2019) objęły około 2 500 pracowników sektora publicznego i pokazały utrzymanie produktywności przy skróconym tygodniu. Jednak przeskalowanie tego modelu na gospodarkę napędzaną AI to zupełnie inna skala wyzwania.
Czy to lobbing w przebraniu altruizmu?
OpenAI nie jest pierwszą firmą technologiczną, która proponuje regulacje dotyczące własnej branży. Microsoft, Google i Anthropic robiły to wcześniej — z różnym skutkiem i różnymi motywacjami. Paradoks polega na tym, że firmy dostatecznie duże, by lobować za podatkami od AI, są jednocześnie dostatecznie duże, by strukturyzować swoją działalność tak, żeby te podatki minimalizować.
Dokument OpenAI wpisuje się w szerszy trend: Big Tech aktywnie uczestniczy w debacie regulacyjnej, żeby mieć wpływ na kształt przepisów, zanim zrobią to parlamenty działające bez ich udziału. Bruksela pracuje nad AI Act, Waszyngton prowadzi własne przesłuchania, a Pekin buduje równoległe ramy prawne — OpenAI wchodzi do tej debaty z gotową propozycją.
Politycy debatują, firmy proponują
Dokument pojawia się w momencie, gdy legislatorzy w USA i UE aktywnie szukają narzędzi do zarządzania ekonomicznymi skutkami AI. Kongres przesłuchał w ostatnich miesiącach przedstawicieli kilku firm AI w sprawie wpływu automatyzacji na rynek pracy, a MFW szacuje, że AI może dotknąć nawet 40% miejsc pracy w gospodarkach rozwiniętych.
OpenAI pozycjonuje swoją propozycję jako próbę połączenia redystrybucji z kapitalizmem — nie jako odejście od modelu rynkowego, lecz jako jego korektę. To retoryczny wybór, który ma trafić do obu stron politycznego spektrum jednocześnie.
Co z konkretnymi liczbami?
Dokument nie podaje procentowych stawek podatku od zysków AI ani docelowej wielkości proponowanych funduszy majątkowych. Brakuje też harmonogramu wdrożenia czy analizy wpływu na konkurencyjność firm AI względem graczy spoza jurysdykcji, które takich podatków by nie płaciły — na przykład chińskich firm rozwijających modele językowe.
To fundamentalna luka w każdej propozycji globalnego podatku od technologii: firma działająca w USA może płacić podatek, ale model trenowany w kraju bez takich regulacji już nie. OpenAI ma siedzibę w San Francisco i podlega przepisom federalnym — ale rynek AI jest globalny i nie czeka na consensus OECD.
Czy propozycja OpenAI trafi do jakiegokolwiek projektu ustawy przed końcem 2025 roku, czy pozostanie dokumentem PR — tego nie wiemy. Wiadomo natomiast, że firma zdążyła już wysłać go politykom po obu stronach Atlantyku.